sobota, 17 stycznia 2015

#1

Wiosenne słońce wpadające przez uchylone okno od kilku minut raziło ją w oczy, ale nie chciała ich jeszcze otwierać. Nie chciała tak szybko pozbywać się euforii, jaką napełnił ją sen. Był cudowny i Emma nie chciała się jeszcze obudzić.
Z czasem, chcąc nie chcąc, zaczęła rejestrować to, co czuła. Jej wyciągnięta dłoń leżała na czymś innym niż łóżko czy pościel. Na nagich plecach czuła delikatny podmuch wiatru.
Wtedy do głowy przyszła jej szalona myśl. Była zarazem cudowna, jak i przerażająca, ale Swan nie mogła powstrzymać się od otwarcia oczu i przekonania się.
Powoli uchyliła powieki. „Więc to jednak nie był sen” - pomyślała Emma i aż roześmiała się do własnych myśli.
Leżał zaraz obok, nagi, przykryty tą samą kołdrą, uśmiechał się i patrzył na nią tymi swoimi ślicznymi, turkusowymi oczami.
Hook.

            - Dzień dobry, love.
Wybawicielka uśmiechnęła się do Killiana, pocałowała go w usta i powiedziała:
            - Dzień dobry. Długo już nie śpisz?
            - Chwilkę. Jesteś śliczna, wiesz?
Emma już miała się roześmiać, ale z parteru rozległy się odgłosy wyraźnie świadczące, że ktoś wszedł do mieszkania. Kobieta spanikowała i zaczęła szeptem krzyczeć na Hooka, aby się schował. Ten, niewiele myśląc, wsunął się pod łóżko w chwili, gdy Swan wciągnęła na siebie koszulę nocną i wskoczyła pod pościel, a drzwi pokoju otworzył jej syn, Henry, krzycząc:
            - Mamo, nie uwierzysz!
Przez chwilę się zawahał, widząc porozrzucaną kołdrę.
            - Co tu się stało?
Emma, jak to miała w zwyczaju, od razu się zaczerwieniła, ale zdołała to ukryć pod nieuczesanymi włosami.
            - Coś… mi się śniło. Musiałam się strasznie kręcić.
            - Aha… Zejdziesz na dół? Mamy wieści.
            - Tak, pewnie. Zaraz, mamy? To… dziadkowie też tu są?
            - Jasne. Chodź już.
Kiedy tylko drzwi zamknęły się za chłopcem, Swan wyskoczyła spod kołdry i zajrzała pod łóżko. Killian leżał tam, zwinięty między jakimiś pudłami. W zasadzie wyglądał tak zabawnie, że kobieta prawie się roześmiała. Powstrzymała się jednak i pomogła mu stamtąd wyjść.
Para szybko się ubrała i posprzątali bałagan, jaki zrobili. Mężczyzna już miał wyjść przez okno, ale Emma w ostatniej chwili przyciągnęła go do siebie i mocno pocałowała, a potem szepnęła do ucha:
            - Kocham cię.
Ten zdziwił się trochę, bo Wybawicielka nie była znana z okazywania emocji, ale szybko odszepnął, zresztą zgodnie z prawdą:
            - Ja ciebie też.
I ześliznął się po dachu.

Wtedy Emma wyszła z pokoju i zeszła na parter. Siedzieli już tam Snow, Charming z Nealem i Henry. Od razu zrobiło jej się głupio, choć sama nie bardzo wiedziała dlaczego. W końcu była już dorosła i to od kilku ładnych lat.
Przywitała się, wzięła Neala na ręce i usiadła na krześle w kuchni.
            - Dzięki, że zajęłaś się wczoraj Nealem. - powiedziała Snow.
            - Aaa… Nie ma za co. To jakie macie wieści?
            - Możliwe, że znaleźliśmy sposób, aby opuścić lub wjechać do Storybrooke. Ale musimy jeszcze nad tym popracować.
            - Super.
Emma prawie nie słuchała rodziców i syna. Rozpamiętywała poprzednią noc spędzoną z Hookiem.
            - ... nie uważasz, mamo? - nagle do niej dotarło.
            - Przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłeś?
            - Mówiłem, że byłoby super, jakby mama, to znaczy moja druga mama, Regina, odnalazła Robina.

            - Jasne, pewnie, że byłoby super.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz